powrót Ale kanał

apel do ludzi dobrych i uzależnionych od cukru

23 Wrzesień 2017

Dość nisko upadłam. 7:30, nie 19:30, 7:30 rano. W podróży po krówki skręt za skrętem (kto był w Trzebieży ten wie), zupełnie jak na ćpuńskiej posiadówie, gdy jesteś już tak wprawiony, że zawroty głowy są Ci obce, już mniej obca jest Ci Twoja teściowa. Odbieram 10 kg ciągnącego się upokorzenia. Wracam. Nic odkrywczego - jak było w jedną to w drugą też musi być - znów skręt za skrętem, tym razem błędnik jakby na afterparty, daje znak upojenia zmęczeniem, ale nie szkodzi, do dna i na zdrowie proszę Państwa, wypijmy za błędy ortograficzne, za cokolwiek żeby tylko się napić. Wyciągam butelkę wody.

Droga już prosta, ale trzeba mrużyć oko co chwilę, bo z naprzeciwka jadący według przepisów kierowcy, dają znać jeden za drugim, że coś na drodze się dzieje, jebnięci (no przecież zawsze się coś dzieje). Załapuję ten gest uprzejmości w momencie gdy szósty z kolei mi miga, już wiem, że chowają w tym miganiu pewne dialogi. I jakbyśmy tak zwolnili oboje i spotkali się, on swoją a ja swoją szybę spuścili do poziomu rozmowy, to nasz dialog miałby się zapewne tak:

- Dzień dobry. Stop. Uwaga. Stop. Gliny za rogiem. Stop.
- Dzień dobry. Stop. Dziękuję. Stop. Przystopuję z prędkością. Stop.

(no nic nie poradzę, że mam takie marzenie rozmowy telegramem).

No i jadę dalej już ze świadomością, że cuda wianki czekają za winklem. Dość bystro podchodzę do sprawy, przypomina mi się film "Podaj dalej", więc podaję dalej tym, co jeszcze nie wiedzą, jednemu, drugiemu, trzeciemu i przerwa. Czuję, że trafię do nieba za ten dobry uczynek. Po przerwie kolejni, czwarty, piąty, więc walę światłami. I tutaj historia ma swój koniec.

Przedobrzyłam z tym niebem, bo tym szóstym kierowcą był Pan z odznaką, uprzedziłam glinę przed gliną. 100 zł za uprzedzenie.

Wrzucam zdjęcie kosza, bo czuję się jakbym kosza dostała, albo conajmniej piłką w mordę i jeszcze musiała za to zapłacić, że niby fetyszystka czy coś.