powrót Ale kanał

chcąco-szczącym krokiem, ot co

27 Czerwiec 2017

zwykły, nieskażony żadną kurwą językową dzień. powietrze czyste, wypełnione ludźmi mniej apatycznymi niż ci, którzy zwykli uprawiać tak zwane zapładnianie przez ubranie, gdzie tarło na ławce gra pierwsze skrzypce, a na drugiego jednostrzałowego browara zabrakło już drobniaków. dużo zieleni, w książce od przyrody napisaliby, że to pomniki, choć dla większości to i tak drzewa, na których gromadzą się wielodzietne, ulubione rodziny ptaków ludzi społecznie wykluczonych - gołębie. są i tacy, którzy nie boją się, że wypowiadając słowo "platan", zostaną spaleni na stosie epitetów nieznanych, które dotknęłyby każdego, nawet najbardziej zagorzałego znawcę uliczno-piwnicznych przezwisk. pierwsze kółko zaznaczam spokojnym marszem. tu rowerek, tam budka z kawą, koc, mięso z wczorajszego grilla, pies sra, pies sika. normalny dzień. zaczynam kółko drugie, którego tempo nie należało wprawdzie do biego-marszowych, bliżej mu do tempa, w którym idąc z dziewczyną i widząc wyłaniającego się toi-toi'a, masz ochotę przyspieszyć, bo inaczej skończy się wielkim popuszczeniem, a że typiarka o kulach, to grzechem byłoby popędzać niewiastę. idąc takim pół chcąco-szczącym krokiem, widzę zbliżającą się z oddali parę. 80 metrów, 60, milczą. zupełnie jakby nie rozmawiali już z 30 lat, a po 30 latach małżeństwa nie słychać już awet chrząknięcia. nagle z ust szanownego jegomościa padają słowa "no... piździ w chuj", zupełnie jakby prosił się tym samym o kolejne 30 lat niemego constansu, pod jego słowami jej rzęsa nie ugięła się choćby na milimetr. kółko trzecie minęło pod znakiem myśli zodiakalnych. czy gdyby stanąć przed nimi i powiedzieć "Pani powinna zostać Panną, podczas gdy ten Pan stałby się Baranem", to można by liczyć na jakąś miłą pogawędkę? czwarte kółko, platan, śmietnik, platan. przy piątym słychać pogardliwe wołanie o lody. przy szóstym dostrzegam faceta stojącego nieruchomo. bywalec tak rzeczowy, że jego bezruch wtopił się już dawno w ten dość dynamiczny krajobraz. lewa ręka może i skora do czułych przywitań, druga nie ułatwia kontaktów, może dlatego, że mieści się właśnie w jego gaciach, a on oddaje się masturbacji. tu dzieciak, tam krzaczek. kiedy to parkowa ciuchcia kończy kółko siódme, ja odpalam kolejnego papierosa. taka oto zwykła, nieskażona żadną kurwą językową, popołudniowa przechadzka.