powrót Ale kanał

co gorsza Marysieńka

26 Czerwiec 2017

że mi się jeszcze nie znudziło myśleć o życiu w sposób w jaki próbuję o nim napisać. że jest wieczór bez konkretnych planów i że ten niedosyt emocji ciągle mnie prześladuje. emocje, którym imion dopasować się nie da. bo jak Twoja znajoma Krystyna urodzi dziecko i berbeć dociągnie już roku na przekór diety nie bezglutenowej i unoszących się kłębów dymu nad ulubionym, a może po prostu jedynym placem zabaw jakie zna, to choć na berbecia normalni ludzie zwykli mówić "Bartosz" albo jakiś tam inny "Michał", Ty przed kolejnym spotkaniem i tak wyjedziesz z "Robertem", bądź co gorsza z "Marysieńką". i spoko myślisz sobie, następnym razem przy imieniu koleżanki pierdykniesz w telefonie imię jej dziecka i po problemie. nie da się zwyczajnie oswoić i zapamiętać emocji, jeśli wymieniasz z nimi tylko chłodne "siema" raz w tygodniu, kiedy siedząc sama przy kawie, nie masz do kogo mordy otworzyć. a ja codziennie czuje się jakbym wchodziła do sierocińca, nie rozumiejąc zupełnie kim są te dzieci gromko wyczekujące cieplejszego oddechu, albo oddechu w ogóle. choć nie rozumieją jeszcze, że jak wąż na horyzoncie, to mogą się bać, że jak zabraknie wody w spłuczce to nie usłyszą od ojca "zaraz naprawię", że nie poklepie ich po ramieniu wydobywając wstydliwie ze ściśniętych ust słowa "jestem z Ciebie dumny". i czasem jak tak siedzę sobie w tym sierocińcu, to odgrywam różne role, raz jestem dorosłym, żeby za chwilę popiszczeć jak małe dziecko, że kurwa nie wiem co ze sobą zrobić, że nie mam kredek, że chodzę głodna i nie wiem na ile dni starcza kilogram ziemniaków.