powrót Ale kanał

dawaj szlugę Bogdan

10 Sierpień 2017

dawaj szlugę Bogdan.

W drodze do Rewala. Przydrożna knajpa. Starsze małżeństwo podchodzi do lady własnym sumptem, nagabując po cichutku kelnerko-kasjerkę. Jak się rodzisz w Polsce, to winni człowieka uprzedzać, że wielozadaniowość jest wpisana w kartę pozycji zawodowo-obowiązkowych, z dopiskiem, że jeśli nie naparzasz na co najmniej 2 etaty, to sorry, na kozi ser nie starczy w tej długometrażowej produkcji zwanej życiem. Pani Krystyna z lekko galopującą uprzejmością (choć jej strzała to w tym wyścigu nu-nu-nu, złotego sianka na oczy nie zobaczy), wyrzuca z siebie resztki serdecznego tonu, zamawiając żurek. Kelnerka zapytuje czy z chlebkiem. Krystyna - spokojnie, myślę sobie, to nie decyzja z rodzaju jaką suknię ślubną wybrać, bo wiadomo, że tańszą, choć chrapka na droższą jeszcze mierzi po cichutku portfel. Na co Ty się tak kobieto czerwienisz, na cóż te całe emocje pozwalasz sobie wypisywać na twarzy cienkim piórem, wiadomo przecież, że one zaraz ulecą na rzecz tego, że mąż wkurwi Cię po raz kolejny, a to jest dopiero łapczywy, istotny powód do kobiecego gniewu przecież. Pani Krystyna mówi, że z chlebkiem poprosi. Kasjerka klik-klik na kasę w te pędy wbija, z chlebkiem - klika klawisz uproszczonej egzystencji, który jakiś czas temu kieras wmontował, przyklejając na taśmę klejącą zapisaną kartkę słowami "z chlebkiem" na pierwszy lepszy guziczek. Zgaduję, że odbył uprzednio lekcję plastyki w podstawówce, nie na darmo jak widać, czapki z głów kierasie miły. Nie mijają 2 sekundy po akceptacyjnej operacji kliku kasjerki, a Krystyna postanawia wejść ze zmianą śpiewki niejako, zaskoczyć wszystkich. Ja śmieję się w duszy, bo kawałek Knapa mi się przypomniał, hi-hi pod nosem, gdzie wąs jeszcze nie doszedł. Czekam na to, co kelnerka wymyśli, a ona krzyczy wniebogłosy, że Bogdan cho, trza anulować - no to poczekamy sobie na Pana Bogdana. On natomiast na totalnym wyjebanku z rękoma niepełnymi roboty i kawałkami rybiej panierki, wyłania się powoli zza winkla oparów i potu, spocony równie mocno jak mąż Pani Krystyny, który już wie, że ona lubi sobie taki numer odjebać. Wtem Krystyna przemyślawszy powtórnie swą decyzję, mówi, że albo wie Pani co, proszę już sobie głowy nie zaprzątać, bo to same problemy z tym kasowaniem, zjem jednak z tym chlebkiem. Kasjerka odwraca głowę od sprawy i już wpół przytomnym, zesztywniałym ruchem karku kobiety w średnim wieku, wysyła w stronę Bogdana informację, że szykuj cyjanek, bo nie wyczymie. Jej głowa wraca powoli na swoje miejsce, myśli zstępują na ziemię, bo przypomina sobie, że głośną pyskówkę to może w domu urządzać, kiedy kot jeszcze nie wrócił z wieczornej przechadzki. Palcem wskazującym klika enter i zapytuje na sam koniec z uśmiechem równym emocjonalnej rozsypce, czy to wszystko. W tej luce trzymania nerwów na wodzy przez kasjerkę, Krystyna odnajduje doskonały moment, by podpytać jeszcze, czy może ten chlebek przed konsumpcją, no wie Pani, przez chusteczkę tylko chwilę pomiętosić, sprawdzić czy dobry. Bogdan, cho no z tym chlebkiem na chwilę, ja muszę na szlugę.