powrót Ale kanał

melomania

22 Październik 2017

Wieczorne grzeczne dreptanie, tu liść, tam dziewczyny na rolkach ustawiają tor przeszkód (podziwiam w myślach, moje kostki boją się rolek od kilku lat), sru-sru kilka metrów dalej, światło czerwone, nie zważam co następuje, przechodzę. Głowa w chmurach, choć ciemność zaraz nastanie, kolejne pasy, tym razem bez świateł, pewnym krokiem jeden biały prostokąt, drugi biały przemierzam, walczę by na czarne pole nie stanąć, kilka ostatnich skoków z lekkim wysiłkiem. Filharmonia, wejście od tyłu, tam Pan na mnie czeka, dzień dobry dzień dobry, mówię, że Katarzyna K. z trzydniowym opóźnieniem przychodzę po bilety, ale ważny efekt końcowy no to przybywam. Tak, wszystko się zgadza, proszę, dziękuję, wychodzę. Sensownie jest wspomnieć, że od połowy tej historii rozmawiam przez telefon. Więc dzielę się z rozmówcą ogromną radością, odebrałam bilety, ale spoko, opowiadaj co dalej. No to jak on przewija to ja spostrzegam, że but rozsznurowany, no to mówię poczekaj proszę sekundę, on czeka, odkładam telefon na ziemię, bilety na śmietniczek (bo tak, akurat był na wysokości wzroku, nie wiem w sumie jak to możliwe). But zawiązany, rozmowa nabiera rozpędu, światło zielone, przechodzę. Wiadome rozwinięcie historii wstępuje - nie mam w ręku biletów. Myślę, sprawdzam wszędzie, w plecaku, kieszeniach, w spodniach, w skarpecie, nie ma, zniknęły. No to zakręcam, wracam się do punktu startowego wodząc wzrokiem po całej (nawet szerszej) okolicy. Mijający mnie ludzie stają się oczywiście potencjalnie sprytnymi złodziejami melomanami, widzę te uśmieszki, polską satysfakcję, znalazłem, pierdolę, nie oddam. Psikus taki, że na biletach widniało wpierw moje imię, za imieniem nazwisko. Tli się nadzieja, że są ludzie uczciwy (przecież znam takich), ale szybko wracam na ziemię. Godzę się z losem, czego o znajomej powiedzieć nie mogę. Towarzyszka planowanej podróży muzycznej zawiedziona, przyzwyczajona wprawdzie do mojego gubienia, ale mówi, że jak to, ona już sukienkę wybrała, eleganckie buty do pary tej pięknej kreacji i że jak to zgubiłam. No zgubiłam. Wracam myślami do całej historii, przeżywam od nowa rozczarowanie, krok po kroku wyjaśniam, żegnamy się w smutku, rozpaczy. Nie mija pięć minut, dostaję wiadomość. Ktoś pyta czy przypadkiem nie powinnam jutro gdzieś pójść i że jeśli tak, to czy mam czym zapłacić tam gdzie się wybieram i czy kolejnym przypadkiem nie wypadły mi bilety z plecaka. Uwielbiam swój plecak, ale uczciwych ludzi to przytulałabym i kochała do rana, na zabój.