powrót Ale kanał

otwarte, nie pukać

23 Lipiec 2017

(...)

- Pewnie, że rozumiem, obowiązki i otwarty samochód, nie ma co przedłużać, uciekaj - powiedział w pełnym zrozumieniu.

Ruszyłam przed siebie.

Otwarty samochód na ulicy Kościuszki, który zapraszał tutejszych łapidraków do łatwego splądrowania to wynik trzech na pierwszy rzut oka niepowiązanych ze sobą wydarzeń.

Pierwsza z nich miała miejsce na początku roku. Wracałam wtedy wieczorową porą do domu po pracy, która wprawdzie nie była pracą wagi ciężkiej, ale czasochłonną okrutnie. Wynajem pokoi i nadzór nieruchomości zrobią z ciebie niewolnika, to zakała wolnego popołudnia, ten zawód spartaczy Ci wszystkie plany, wrzuci w grafik dnia inne zajęcia, uważając przy tym, że popołudniowa drzemka to już tylko dla ludzi w wieku poprodukcyjnym. Od domu, wieczornej herbaty i przekroczenia magicznej furtki zmęczenia, dzieliła mnie już tylko furtka magnetyczna i karta, bez której słowa "sezamie otwórz się", nie posiadają w tej historii żadnej mocy . Moi znajomi wiedzą, że nigdzie nie ruszam się bez plecaka. Gdy nasze drogi przetną się w trakcie dnia, to jego najpierw zwykli witać, "cześć" - tonem trochę jednak prześmiewczym, że niby ze szkoły dopiero wraca, potem ten ton przerzucają szybciutko na mają osobę, wtedy bliżej mu jednak do przyjaznego przekomarzania się, całe szczęście. W jego wnętrzu wszystko, długopisy, karta z mc donalda, karty rabatowe, karta upominkowa z empiku z wykorzystanym już limitem usług, papiery, książki, blokada do roweru, klucze. Grzebię nadgarstkiem, grzebię, grzebię, czuję, palcem sunę po kancie, karta leży na dnie plecaka, biała, świecąca, obklejona tytoniem. W tej samej sekundzie dzwoni telefon, jedną ręką próbuję uskuteczniać rozmowę, drugą otwierać wrota, klucz do auta już pół pamiętnym uściskiem ledwo udaje mi się utrzymać, ale trzymam. Z rozmówczynią nie wymieniałam życzliwych słów już dobrych parę lat, więc oddaję się rozmowie całkowicie. Przysiadam na ławeczce bez oparcia, pod blokiem, kładę na niej co trzeba, przecież nóg nie użyję do gestykulowania, dreptam w kółeczko. Rozmowa skończona, a w mej głowie już tylko plan na zapażenie ulubionej herbaty. Schodek po schodku, przywitalne skinienie głową portiera miesza się ze skrętem mojej szyi w kierunku tablicy informacyjnej, sprawdzam, czy komunikacja na linii wspólnota do katarzyny jeszcze funkcjonuje, ale nie było żadnych nowych komunikatów. Wchodzę do pokoju i odruchem bezwarunkowym włączam radio. Mija pół godziny błogiej samotności, którą przerywa pukanie do drzwi. Od pół roku od kiedy zamieszkuję malutki pokoik z łazienką na piętrze trzecim, nie zdarzyło się jeszcze by ktoś niezapowiedzianie zapukał, wprowadzając mnie i drzwi pokoju w stosowne wibracje. Podnieciłam się trochę, nie będę ukrywać. Podchodząc do drzwi usłyszałam jak męska dłoń osuwa się z drzwi, które faktycznie, mogły być kiedyś białe. Serce zabiło ponownie. Otwieram.

- Nie zgubiłaś czegoś? - rzucił szybko sąsiad z trzeciego.

Wiele osób wie, że należę do ludzi w połowie gubiących swoje i w połowie znajdujących to, co nie moje, pieniądze, parasole i klucze, większość przestała się już dziwić. Na jego wielkim kciuku widzę tańczący pilot od mojego auta. Pierwszy raz dostrzegłam plusy picia piwa pod blokiem, zwykle kończy się to tylko darciem mordy, wyzywaniem sąsiadów i żonglerką butelek pod ich okami do białego rana. Dzięki Bogu, że sąsiad wziął na poważnie argument drugiego sąsiada, że "7 piw to jeszcze nie dużo, przecież przy 8 zwykliśmy się dopiero rozchodzić, dawaj, siadaj, wal, nie gadaj".  Gdyby nie ten dobroczynny gest alkoholowy, moje auto prawdopodobnie opalało by się już na jakiejś bałtyckiej plaży i piło drinka za drinkiem, nie myślało by o powrocie, bo po co.

Zwracam honor ławkom przed blokiem, choć bez oparć są i z wielkimi szparami, do których wpadają części ubrań i klucze, to jednak mamią swym wdziękiem i delikatnością, mówią - siadaj ziomek, jeszcze nie pora spać.

Muszę bardziej pilnować swojej uwagi, pociągać ją za sznurki jak się znów gdzieś zapomni, ucieknie, zamyśli. Taką obietnicę złożyłam sobie na początku roku, a tutaj szybkim ruchem kartek w kalendarzu, mija kolejne pół. 

(...)