powrót Ale kanał

pogoda

11 Październik 2017

Kiedy niespecjalnie jest po co moczyć pióro w atramencie (takie dni dla równowagi też są potrzebne), to można spróbować podjąć monolog z pogodą. Zasiadamy więc, ona po jednej stronie stołu, ja po drugiej. Nie dolewam jej kawy, choć nasze spotkanie ma dopiero 5 minut na zegarku. Otwieram drzwi na oścież - zwykle robię to, żeby wpuścić trochę zdrowego rozsądku z samego rana, przewietrzyć nocne zmęczenie, bo nie wysypiam się jakoś specjalnie. Dziś nie rozsądek zapraszam, wypieprzaj pogodo jak najprędzej z pokoju, z podwórka, ze świata. Ona mając to kompletnie w dupie, zatrzaskuje drzwi, nie wychodząc przy tym w ogóle na żadnego człowieka. Mówi do mnie:

- Artyści, którzy obserwują mnie już z góry, zwykli mówić mi po śmierci, że to właśnie dzięki moim chłodnym i deszczowym momentom mogli tworzyć, im mnie dłużej znali, tym mniej chciało im się z domu wychodzić, z ludźmi spotykać. Wkurwiali się na początku, że przywiązywałam ich do krzeseł.
- Motywujesz mnie do tego, żeby dziś położyć się, zawinąć w koc, obudzić po wiośnie. To wystarczające by nazwać mnie artystką?
- Jaki to koc?
- Zielony. W owcę. Ma 3 proste kanty i 1 wygięty, który wbija się zawsze nie tam gdzie powinien, on zawsze się upierdoli w momencie gdy 3 pozostałe leżą grzecznie na swoim miejscu, nie równają się z ziemią. Przyprowadź mi proszę wiosnę za rękę i chodźmy razem do parku.
- Wystarczające.