powrót Ale kanał

szczecin-gdańsk

17 Styczeń 2016

Raz do roku, ba, w porywach do dwóch razy, zabrać się, wsiąść w pociąg, człowiekowi gdzieś się zdarzy, zaczęło się zwyczajnie, bez większych przeszkód startem, przywitano mnie napisem "remontu skutki marne", fakt, dworzec tak się sypie, nim można paść gołębie, zamiast ziarna, bywa, tynk im tylko we łbie, dobra, niech se robią, dłubią co tam trzeba, elektroniczna opcja, biletu spadła z nieba, więc szukam już peronu, od monitora z dala, wytężam go, na marne, wzrok krótkowzroczność zwiała, podchodzę, niby stoi, choroba go nie tknęła, patrzę, pendolino?! A w oczach wzrost ciśnienia, wchodzę no i czuję, ze ktoś mi miejsce trzyma, faktycznie, nie żartuję, przez zaduch nikt nie przylazł, nikt też nie zapukał, za ciepło, drzwi otwarte, wchodzi akwizytor, wyciąga perfum mantrę, i nawet było miło, choć nikt nic nie powiedział, tą ciszę wciąż zagłusza, dziewczyna, obok przedział, nagle słyszę dźwięki, te same co na dworcu, ruiny na spowiedzi, w Runowie kurwa postój, trakcja się zerwała, po drodze, no bo Orkan, trzy godziny w polu, co najmniej, taki spontan.